X Eliminacja SUPERSPRINT 2004 (07.11.2004)
IV Eliminacja (końcowa) KRYTERIUM FIAT
IV Eliminacja (końcowa) KRYTERIUM FIAT
Najwyraźniej my, organizatorzy SUPERSPRINT-u mamy jakieś „chody” u Wysokich Niebieskich Instancji: wszelkie prognozy pogody, tudzież ciężko zachmurzone niebo w sobotę, zapowiadały 5-stopniową temperaturę i rzęsisty deszcz a nawet deszcz ze śniegiem na niedzielę. Tymczasem zostaliśmy znowu obdarzeni bardzo ładnym dniem. Było wprawdzie dość chłodno, ale w zasadzie przyjemnie – warunki doskonałe dla zaplanowanej imprezy motoryzacyjnej. Po nocnych opadach tor stopniowo sechł, co konstatowali z satysfakcją prawie wszyscy zawodnicy. Wyjątek stanowili jedynie ci, którzy – powodowani zapowiadaną słotą – bezkompromisowo przygotowali się na „wodę” (do nich należał np. Marcin Świder, który przybył na Tor zaopatrzony w fantastyczne „deszczówki”, zabrawszy jedynie awaryjnie jakieś „resztki” plątających się po garażu slicków); niektórzy przyjechali nawet na „zimówkach”. No i jak to dla tego sportu charakterystyczne – wybór opon miał daleko idące skutki. Ale po kolei.
Wprawdzie X eliminacja SUPERSPRINT-u była przedostatnią w tym sezonie, ale sytuacja we wszystkich klasach jest już ustabilizowana i Mistrzowie a nawet Wicemistrzowie są już przed ostatecznym finałem wyłonieni. Z wyjątkiem klasy 1: nasz beniaminek, Michał Elżbieciak, startujący dotychczas Dzikiem, dzięki systematycznemu plasowaniu się na wysokich pozycjach, znajdował się na szczycie tabeli, jednakże zaledwie 1,4 punktu przed zajmującym drugą lokatę Waldkiem Janeckim (FIAT 126p 650). Elżbieciak postanowił zwiększyć swoje szanse na ostateczne zwycięstwo i zadebiutował (w dosłownym sensie tego słowa, bowiem – pierwszy raz w życiu) samochodem – pojawił się na starcie fiatem CC 900. Wprawdzie nie wygrał, ale mimo to debiut okazał się pełnym sukcesem, albowiem zajął 2-gie i – co ważniejsze – przed Janeckim, miejsce. W ten sposób umocnił się na prowadzeniu tabeli, obydwaj zaś odskoczyli od dotychczas bardzo ambitnie, choć ze zmiennym szczęściem walczącego Przemka Klocka, który nie zjawił się na niedzielnych zawodach. Andrzej Świat (FIAT 126p 900), zwyciężywszy X eliminację poprawił swoją lokatę wskakując na 4-tą pozycję, ale na zwycięstwo generalne nie ma już szans. W klasie 2-giej zdecydowanie lideruje Bartek Skalczyński (FIAT SC 1,1). W ciągu całego sezonu jeździł najrówniej i najskuteczniej, systematycznie powiększając swą przewagę nad dzielnie stawiającym mu czoła Romkiem Biegiem (FIAT CC 1,1). Ciekawe, że zdarzyło się, iż zawodnicy ci dzielili się wspólnym pojazdem. Mianowicie Bartek rozbił swego „Seja” na którejś eliminacji Pucharu PZMot i nie miał czym wystartować w Supersprincie. Romek niewiele się zastanawiał, tylko użyczył bezpośredniemu i najgroźniejszemu konkurentowi swojego auta – oto przykład koleżeńskiej postawy, jaką prezentują uczestnicy naszej sympatycznej serii. Skutek jest taki, że Skalczyński prowadzi, zaś drugi w tabeli Bieg ma prawie dwukrotną przewagę punktową nad kolejnym Kajetanowiczem. Klasa 3 zdecydowanie padła łupem Pawła Mireckiego (FIAT SC 1,2). Zajmujący 2-gą pozycję Sławek Gajowczyk (FIAT 126p 1,2) ma właściwie matematyczną jedynie szansę na utratę wicemistrzostwa. O poprawę swojej lokaty może się za to pokusić Paweł Brzykcy (CITROEN Saxo 1,4). Od „pudła” i trzeciego w tej chwili Bogdana Sztwiertni (PEUGEOT 106 1,4) dzieli go niewiele – 2,2 punktu. Mirecki umocnił i tak już niezagrożoną pozycję lidera wygrawszy, przed Gajowczykiem, niedzielne zawody. Dramat rozegrał się w klasie 4. Marcin Świder (pucharowa ALFA Romeo 156), toczący podczas całego sezonu ciężką i – co tu dużo mówić - przegraną walkę z Bartkiem Grzybkiem (OPEL Astra GSi 2,0), zapowiedział na niedzielę wojnę totalną. Jak na wstępie wspomniałem – przygotował się stuprocentowo! Tylko, że Św. Piotr właśnie jemu zrobił psikusa i, mimo wszelkich znaków na ziemi i niebie, nie zesłał nam deszczu. Marcin rozpoczął „żonglerkę” swoim niewielkim zapasem opon, próbując utrafić jakoś w możliwie rozsądną kombinację – z marnym skutkiem. Gdy go w końcu, tuż przed startem do ostatniej Próby Specjalnej, jeden z dogorywających slicków „wystawił do wiatru”, wystawiając na światło dzienne druty, uległ presji losu. Walcząc do końca w heroicznym, choć beznadziejnym wysiłku ratowania co się da, zmienił koło. W zapadającym zmroku ruszył, by w ostatnich minutach trochę rozgrzać to „czwarte koło u wozu” i…. zabrakło mu benzyny! Ponieważ właśnie miał się ustawić na linii startu – ręce mu opadły i w końcu się poddał. Właściwie niewiele to zmieniło w klasyfikacji, albowiem Grzybek prowadzi ze znaczną przewagą, zaś Marcin Frycz (CITROEN Saxo 1,6), choć startuje z wielkim talentem i bardzo skutecznie – to właśnie on wygrał X rundę tak w swojej klasie, jak i w „generalce” - włączył się do rywalizacji dopiero od V eliminacji i w zasadzie nie zagraża już drugiej lokacie Świdra – chociaż, jak widać los chadza różnymi, czasem dziwnymi ścieżkami. Drugie miejsce w tej klasie zajął zawodnik startujący ciekawym pojazdem. Mieliśmy gościa z Wrocławia, który przybył, by przetestować, ale – jak sądzę – głownie po to, by zaprezentować prototypowy samochód z powstającego Pucharu Opla Kadetta (w ramach Pucharu PZMot). Przemek Mikołajczyk pokazał w akcji pięknie, profesjonalnie przygotowanego Kadetta 2,0 8V, zawieszonego na Proflexie, z pełnym wyposażeniem bezpieczeństwa i klarownie „uprzątniętym” wnętrzem. Z uzyskanych informacji wynika, że specyfikacji grupy A nie odpowiada silnik i skrzynia biegów – te podzespoły są „N-kowe”. Wynika to z założonej koncepcji auta dla „początkujących”: możliwie niedrogiego, niezawodnego, dającego max możliwości rozwoju umiejętności kierowcy bez konieczności posiadania wielkiego, profesjonalnego zaplecza. Mikołąjczyk pozwolił sobie na dwa potrącenia szykan (6 karnych sekund) i przez to o mały włos, równy dokładnie 0,2 sek., byłby uległ debiutującemu w naszej imprezie Rafałowi Szebli (RENAULT Clio 2,0). W klasie 5 Marek Jasiak (MAZDA 323 4WD 1,8 turbo) zyskał wreszcie konkurenta, i to nie byle jakiego. Witek Rybarz (również MAZDA 4WD 1,8 T) w pierwszym przejeździe „wbił się” z drugim czasem pomiędzy Frycza i Świdra. Co z tego, kiedy potrącił szykanę – a potem było jeszcze gorzej. Drugą Próbę zaatakował najwyraźniej nazbyt ambitnie, popełnił wiele błędów i nie tylko pojawiło się kolejne potrącenie, ale i czas okazał się znacznie słabszy. Obaj zawodnicy z powodów technicznych nie wystartowali do ostatniej Próby, co spowodowało, że organizator nie miał czasu wzorcowego, pozwalającego obliczyć „taryfę”. Za podstawę wzięto zatem najlepszy czas przejazdu PS 2. Ostatecznie wygrał w tej klasie Rybarz. Marek Jasiak, jedyny startujący systematycznie przez cały sezon, jest niekwestionowanym Mistrzem w Kl. 5 na sezon 2004. Niedzielna runda Supersprint 2004 była również IV i finałową Kryterium ‘FIATa’. Tutaj we wszystkich czterech eliminacjach dominował prawie niepodzielnie Paweł Mirecki, który zasłużenie zwyciężył i odebrał z rąk przedstawiciela FIAT Auto Poland, inż. Bieli, piękny puchar, ufundowany przez dyrekcję firmy. Dominował prawie niepodzielnie, ponieważ zwycięstwo w 3-ciej rundzie podzielił z Rafałem Chrzanem. Ten ostatni, mógłby może zagrozić Pawłowi w walce o Puchar Dyrektora firmy FIAT, dysponuje bowiem dającym teoretycznie taką możliwość sprzętem – fiatem 126p 1,1 turbo, z centralnie umieszczonym silnikiem (znacie przecież ten piękny samochodzik), gdyby był on wystarczająco niezawodny. W tej jednak sytuacji drugie miejsce zdobył z eliminacji na eliminację coraz lepiej jeżdżący Sławek Gajowczyk (FIAT 126p z podobnie „atomowo” przygotowanym silnikiem 1,2 jak samochód Pawła) a trzecie – Bartek Skalczyński na Seicento Sporting - regularna N-ka. Ponieważ chcielibyśmy, by ostatnia, XI eliminacja Supersprint 2004 odbyła się w porządnych warunkach zimowych, postanowiliśmy przenieść jej termin na styczeń 2005, jako, że grudzień nie daje takiej pewności. Obecni w niedzielę uczestnicy najwyraźniej skwapliwie przychylili się do tego pomysłu, wobec czego taką decyzję podjęliśmy. O dokładnym terminie poinformujemy w stosownym czasie. Przy okazji dziękujemy pięknie wszystkim, którzy się przyczynili do organizacji naszego serialu, głównie firmie FIAT – bez przychylności dyrekcji Fiata nasze zawody w ogóle nie byłyby możliwe. Dziękujemy również wspaniałej tyskiej Straży Pożarnej oraz zespołowi ratowniczemu Krzyża Maltańskiego, którzy byli zawsze gotowi likwidować skutki ewentualnych błędów uczestników Supersprintu w technice prowadzenia samochodu – na szczęście ich gotowość nie była poddana żadnej próbie. Pozdrawiam wszystkich sympatyków sportów motorowych, M.D. |












